I teraz, w formie odrodzonej, stwierdziwszy najpierw, że wszystko jest tak, jak było, nikogo nie ubyło, nic się nie zawaliło, nic nie zaginęło, jestem na poziomie snucia postanowień na nowe życie.
Po pierwsze postanawiam zrobić tosty z serem i herbatę z cukrem. Miała być z miodem, ale po poważnym przemyśleniu sprawy zmieniłam na cukier.
Postanawiam też sięgnąć po najbliżej leżącą książkę, otworzyć ją na stronie 123 i przeczytać zdanie zaczynające się w piętnastej linijce.
"- Sztuczka? - Richard spojrzał na Zedda. - To była tylko sztuczka? A ja myślałem, że naprawdę czarowałeś." ("Pierwsze prawo magii" T. Goodkind)
Marzą mi się też karczmy, z zimnym beczkowanym piwem, za którym nie przepadam, ale musiałoby być, i z długimi, drewnianymi, wypolerowanymi tysiącami rąk ławami, na których odznaczają się ciemne sęki.
I wygląda na to, że to absolutnie wszystko, na co mnie dzisiaj stać. Minie trochę czasu, zanim przypomnę sobie, jak się żyje.