I na zmarznięte stopy, na grzanie łapek o kubek herbaty, na psa pchającego się pod kołdrę. I jeszcze na... jabłka z cynamonem? Ktoś, któryś bohater w którejś książce, powiedział "poczekaj, aż zakwitną wrzosy". Rozbija mi się to po głowie. Nie pamiętam, jaka to była książka... Czekam na jesienną melancholię, bardzo impresjonistyczny motyw mgły i na mnóstwo liści na chodnikach, i czuję, że ten przedmiot prezentowany niżej zaraz wróci do łask. Chwała i sława twórcom chusteczek higienicznych!
Chciałabym umieć malować. Mogłabym wtedy uzewnętrznić nadmiar myśli. Skończyłam wczoraj ostatni tom trylogii i czuję dziwne swędzenie, którego nie da się podrapać w żaden sposób. Zabrzmi to dziwnie, ale związałam się z bohaterami i wkurza mnie, że już nic więcej o nich nie przeczytam, a jeszcze bardziej mnie wkurza, że od wczoraj żyję tą opowieścią, wszystko mi się z nią kojarzy, cały czas o niej myślę i nie potrafię się zabrać za nic nowego. Czuję też tępą irytację, że wszystkie trzy tomy są pożyczone i w końcu będę musiała je oddać (tak, z książką jako przedmiotem też się związuję). Trudno, trzeba będzie kupić, żeby móc do nich wracać o każdej porze dnia i nocy. A ta piosenka też mi się z nimi kojarzy.