poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rzecz o instynkcie i WESOŁEGO JAJCA

Tak sobie siedzę i myślę. 
Całkiem intensywnie, jakby nie patrzeć.
I wymyśliłam, że nie wierzę w instynkt, który kazałby psu skoczyć z balkonu za piłką.
Choćby kochał tę piłkę całym swoim jestestwem - nie skoczy za nią z siódmego piętra. 
Raz - bo instynkt służy przetrwaniu, a nie jego przeciwieństwu.
Dwa - bo pies jednak jest dość inteligentną formą życia i jest w stanie sobie wydedukować, że to mało rozsądne. 
Usłyszałam, że "jeśli mój pies nie skoczyłby z balkonu za piłką, poproszony o to, to byłaby to dla mnie porażka pedagogiczna". 
Aha.
Dla mnie porażką pedagogiczną byłoby, gdyby wyskoczył.
Bo oznaczałoby to, że skutecznie odmóżdżyłam swojego psa i oduczyłam go myśleć.
Tak, proszę państwa, psu zdarza się myśleć. Ma w czaszce taki kawał mięsa, szumnie zwany mózgiem, którego funkcja między innymi na tym polega, że umożliwia takiemu delikwentowi myślenie. Na swój psi sposób, ale jednak myślenie.
"Nie wymagajmy od psa myślenia" - ktoś stwierdził. Rozbawiło mnie to. Bo właściwie, to czemu nie?
Jakby nie było, pies jest w stanie korzystać z dedukcji, grać w gry komputerowe oparte na zasadach logiki, rozwiązywać łamigłówki logiczne, z którymi dwuletnie dzieci mogą mieć problem, wyciągać różne wnioski na podstawie obserwacji, a nawet myśleć w pewnym stopniu abstrakcyjnie i nie wierzę, że wyskakiwanie z balkonu to normalna, instynktowna reakcja. 
Zdecydowanie normalniejszą reakcją byłoby zaprowadzenie człowieka pod drzwi i jasne zakomunikowanie mu, że natychmiast trzeba się znaleźć na dole.
Nie wiem, czy psy kierują się głównie instynktem. 
To pewnie cecha w znacznej mierze osobnicza. 
To instynkt sprawia, że jamnik lubi kopać, owczarek niemiecki patrolować teren, beagle tropi zawzięcie, border zagania, chart goni króliki. 
Ale jak bardzo trzeba taki instynkt podkręcić, żeby pies zupełnie bezmyślnie wyleciał z balkonu za zabawką? Podczas rozmowy z pewną panią padło stwierdzenie, że to nie jest trudne - biegać z psem na haju. O wiele trudniejsze jest zmotywowanie psa do szybkiego biegu bez dzikiego nakręcenia. 
Nie podoba mi się dzikie nakręcanie na cokolwiek. 
Wolę, by mój pies lubił się bawić w umiarkowanym stopniu niż przeżywał frustrację w związku z tym, że nie może dostać zabawki. 


Koniec wywodu. Musiałam go gdzieś zapisać, żeby za parę lat odkopać i porównać moje aktualne poglądy z tymi sprzed lat ;).


Raczej nie pojawię się już tu przed świętami.
Coś mi nie idzie regularne prowadzenie bloga...
W każdym razie chciałam złożyć życzenia.
Więc życzę Wam, żebyście nie bali się być inni, nie dali się zgnieść społeczeństwu, mieli pasję i mnóstwo frajdy z budzenia się rano :). 
A, i żeby rzeżucha wyrosła jak trzeba. 

środa, 14 marca 2012

Skrzeszew, 18.02.2012

Szybka relacja z zawodów w Skrzeszewie, czyli w pewnej wiosce za Warszawą. Dojechaliśmy ze znajomymi bardzo szybko, dzięki czemu mogliśmy posiedzieć w całkiem miłej, choć nieco zapyziałej knajpce/jadłodajni/pomieszczeniu między pokojami sypialnymi (?) z widokiem na końską halę, na której zawody miały się odbyć. Grunt, że było ciepło i że była herbata. Gdyby nie to, to niechybnie bym zwinęła się w kłębek i w końcu zasnęła na dobre na którejś ławce, musieliby mnie ratować kawą, dużą ilością kawy. Miałam poważne problemy z panowaniem nad głową. Jakieś dwie godzinki później zaczęli zjeżdżać się ludzie, zrobił się tłok, spotkałam kilku znajomych z obozów sprzed kilku lat, poznałam nowych ludzi, a przynajmniej miałam okazję zamienić z nimi kilka słów, były dwa koty, którym nie przeszkadzało jakoś szczególnie stado psów, no i generalnie było bardzo miło i sympatycznie. Było nawet na tyle ciepło, że biegałam po dworze obłożonym śniegiem w samej bluzie (co miało oczywiście swoje skutki). Pies mój osobisty pracował dość dobrze, nie zdisowałyśmy się na tunelach (za to pokonała nas kładka - co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem, mimo że widziałam na którymś z treningów na placu HPAT, że coś jej w tamtejszej kładce nie podobało; jakoś nie połączyłam faktów), ja w miarę panowałam nad swoimi kończynami i w miarę czytelnie pokazywałam, co mam na myśli. Tempo oczywiście nie powalało, ale nie wymagam tego od paskudy, gdyż bo ponieważ ledwo co łapie się do mediumów i skakanie na tyczkach 40 cm połączone z przesadną szybkością nie byłoby zbyt zdrowe. No i do wniosków należy też dodać, że jak pies mnie obiega, to lepiej i płynniej wychodzi, niż jak zostawiam ją na starcie. I jeszcze, że krzyczę dziwne rzeczy na torze :).


Niestety nie doprosiłam się jeszcze wszystkich filmów, więc wrzucam tylko te dwa, nagrane przez Judytę od Nera (dzięki!).
Jumping 0 (II)
Ocena doskonała
0 pkt karnych
Miejsce 1




Agility 0
Ocena dobra
20,69 pkt karnych :)
Miejsce... 1

niedziela, 19 lutego 2012

Odkryłam, że... Rozważania deliryczno-pseudofilozoficzne

Odkryłam, że dorastam. 
Odkryłam to po tym, że pewne rzeczy zaczęły mnie wzruszać. Zaczęłam używać słów "urocze", "rozczulające", "poruszające". Używam ich w różnych momentach swojego życia. Raz na jakiś czas, średnio kilka razy w tygodniu. Jest to dość niepokojące. Chociażby z tego względu, że nigdy nie widziałam dziecka używającego takich określeń. Dzieci nie myślą za dużo. Tak jak psy.
I psy, i dzieci mają Pierwszą Myśl. 
Pierwsza Myśl działa na bardzo nieskomplikowanych zasadach, według bardzo prostych schematów.
Kot - pogonić - cieszyć się.
Kałuża - wskoczyć - cieszyć się.
Łąka - biegać - cieszyć się.
Szynka - wyżebrać - cieszyć się.
Schemat ten mimo swojej pozornej prostoty daje dużo możliwości.
Dorośli mają także Drugą Myśl. Tu sprawa się nieco komplikuje. 
Łąka - biegać - rozejrzeć się, czy nikogo nie ma w pobliżu - cieszyć się.
Czekolada - zjeść - rozejrzeć się, czy nikt nie patrzy - cieszyć się.
Mają także Trzecią Myśl. Tutaj pojawia się problem z przedstawieniem tego w schemacie.
Łąka - biegać - rozejrzeć się, czy nikogo nie ma w pobliżu - nie wypada, jestem dorosłym człowiekiem - być poważnym. 
Czekolada - zjeść - rozejrzeć się, czy nikt nie patrzy - ograniczyć się do jednej kostki - wrócić do poważnych zajęć. 
Istotą mojego istnienia jest bycie dzieckiem, względnie psiarzem. Psiarze mają przyzwolenie na bycie dożywotnimi dziećmi. To bardzo wygodne. Mogą, a nawet muszą się cieszyć. 
Wracając jednak do sensu tego postu. Odkryłam, że pewne rzeczy zaczęły mnie wzruszać, inne poruszać, a jeszcze inne rozczulać. Dzisiaj wzruszyło mnie to:
 

 Wendy, słuchaj, Wendy! Zamiast spać w swoim głupim łóżku, mogłabyś fruwać ze mną gdzieś wysoko i mówić śmieszne rzeczy gwiazdom!

Pozdrawiam i dobrej nocy życzę - sobie i Wam.